Wyświetleń: 54

Napisane przez:

WARSZAWA W RYTMIE SINATRY

Start spreading the news
I am leaving today
I want to be a part of it
New York, New York

Trudno mi uwierzyć, aby ktoś nie pamiętał tej melodii, jednak żeby ją sobie przypomnieć, wystarczy wpisać w oknie wyszukiwarki dwukrotnie powtórzoną nazwę miasta – tę, która pojawia się w ostatniej linijce. Potem już tylko jedno kliknięcie i…

I wanna wake up, in a city
That doesn’t sleep
And find I’m king of the hill
Top of the heap

Z pewnością nie jestem jedyną osobą na świecie, która chodząc po Nowym Jorku nie może oprzeć się pokusie, by zanucić piosenkę Franka Sinatry. Czy istnieje jakieś miejsce, gdzie mogłaby ona zabrzmieć lepiej niż tu, w mieście, któremu została poświęcona, na Manhattanie, na Wall Street? Ilu, spośród ludzi, którzy w ciągu ostatniego ćwierćwiecza przybyli do Nowego Jorku musiało mówić sobie I’ll make a brand new start of it in old New York! Ilu, spośród tych, którzy przemierzali Wall Street, musiało powtarzać w duchu If I can make it there I’ll make it anywhere!

Nowy Jork… miasto, gdzie można wszystko zacząć od początku, miasto sukcesu.

Do Nowego Jorku sprowadziło mnie zaproszenie Global Technology Distribution Council. Nazwa organizacji mówi sama za siebie. Tworzą ją firmy dystrybucyjne (w tym ABC Data), których łączne roczne obroty przekraczają 130 miliardów dolarów. Przy obecnym kursie amerykańskiej waluty, to znacznie więcej, niż roczne dochody budżetu Polski. A ponieważ jest oczywiste, że dobrze byłoby zachęcić branżę do inwestowania w naszym kraju i regionie (tj. CEE), z pewnością nie zaskoczę nikogo, gdy dodam, że taki właśnie mam plan. Wielki biznes powinien zdecydowanie uważniej przyjrzeć się Polsce. Najwyższy czas. Tym bardziej dlatego, że niektóre firmy w naszym otoczeniu są już w tej chwili na miarę najlepszych spółek światowych, może jeszcze nie jeżeli chodzi o zasięg globalny, ale już jeżeli chodzi o sposób zarządzania to z całą pewnością.

W tym miejscu przypomina mi się pewna stara, doskonale wszystkim znana komedia, której bohaterowie usłyszeli podczas podróży do Chicago, że w Ameryce wszystko musi być największe. No właśnie. Kapitalizacja nowojorskiej giełdy przewyższa kapitalizację warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych ponad 70 razy. Właściwie trudno się dziwić, że globalni inwestorzy wciąż zaliczają Polskę do tak zwanych rynków wschodzących, czyli takich, które dopiero w mniej, czy bardziej odległej przyszłości – być może – pokażą, co potrafią. Innymi słowy, wschodzący to dla rynku niespecjalny komplement, obiecujący mniej więcej tyle, co stwierdzenie będziemy z panem w kontakcie, w ustach potencjalnego pracodawcy.
Jednak, czy giełda naprawdę jest miarą wszechrzeczy? Przecież gospodarczy giganci określają nasz rynek jako wschodzący od niepamiętnych – przynajmniej z mojego punktu widzenia – czasów. Był wschodzący w latach 90., jest wschodzący dzisiaj. Tak, jakby w tym czasie nic się nie zmieniło! Warszawski parkiet (GPW) miał swoje lepsze i gorsze chwile. Fakt, że ostatnio z wycenami spółek na GPW może nie najlepiej (wskutek czego wielu inwestorów omija go szerokim łukiem) oznacza z mojego punktu widzenia tylko jedno – ma się od czego odbić! Nie umiem nazwać tego stanu rzeczy inaczej, jak tylko kuriozalnym! Odwołując się do pewnego absurdalnego stereotypu można powiedzieć: Tak, proszę państwa, mamy w Warszawie mnóstwo niedźwiedzi. Co dzień mocują się na parkiecie z bykami. No a w związku z tym w tej chwili dużo więcej ciekawych spółek trafia teraz na rynek Private Equity.

Skoro już mowa o absurdalnych stereotypach, warto również zadać potencjalnym inwestorom pytanie: czy polska gospodarka mogłaby być w tak dobrej kondycji, w jakiej jest w istocie, gdyby nie oferowała warunków prowadzenia biznesu, zgodnych z najlepszymi, europejskimi standardami? Czy w podobnej sytuacji moglibyśmy liczyć na tak potężne inwestycje europejskich gigantów? Czy dynamiczne, prężne polskie firmy mogłyby być cenionymi partnerami na arenie międzynarodowej? Pytania retoryczne mają to do siebie, że nie wymagają odpowiedzi. Nie, proszę państwa, Polska to nie Europa Wschodnia i nie Europa Środkowo – Wschodnia. Polska to Europa – po prostu.
Właśnie do takiej wizji polskiej gospodarki trzeba dziś przekonywać inwestorów. Wizji jak najdalszej od tych, naznaczonych nieaktualnymi stereotypami, przypominającymi niekiedy – proszę mi wybaczyć – średniowieczne przesądy. Do wizji, która jest po prostu prawdziwa. I jeśli już mam taką możliwość, z całą pewnością zrobię wszystko, co trzeba, aby stało się jasne, że nie tylko w Nowym Jorku, ale i w Warszawie, wszystko jest możliwe.
Bo przecież o Warszawie też można byłoby zaśpiewać coś podobnego:

New York, New York
I want to wake up in that city
That never sleeps
And find we are number one
Top of the list
King of the hill

…………………………………..

Cudowną piosenkę Franka Sinatry, New York, New York można znaleźć na przykład pod tym adresem:
https://www.youtube.com/watch?v=xMfz1jlyQrw

Tu znajdziecie wcześniejsze wykonanie tej samej piosenki, pochodzące z filmu Martina Scorsese New York, New York z 1977 r. Śpiewa Liza Minelli.
https://www.youtube.com/watch?v=KLeC9RvrKrU

Komedia, o której wspominam to oczywiście Kochaj albo rzuć w reżyserii Sylwestra Chęcińskiego. Dziwnym zbiegiem okoliczności również ten film miał premierę w 1977 r.
https://www.youtube.com/watch?v=toRn-o5l8l8

Strona Global Technology Distribution Council
https://gtdc.org

Strona nowojorskiej giełdy
https://www.nyse.com/index

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Newsletter

Zapisz się do Newslettera, aby otrzymywać najnowsze informacje.

You have Successfully Subscribed!