Wyświetleń: 76

Napisane przez:

WALL STREET W POLSKICH GÓRACH

Nie tak dawno pisałam o Wall Street, wspominając cudowną piosenkę New York, New York, a już kolejna – tym razem zdecydowanie krótsza – podróż skłania mnie, aby powrócić myślami do giełdy.

– Dokąd tym razem? 
– Do Karpacza.
– Do Karpacza? A co Karpacz może mieć wspólnego z giełdą?

Ostatnie pytanie mojego wyimaginowanego rozmówcy należy do tych raczej mniej błyskotliwych. Każda moneta i każdy banknot w Karpaczu (tak samo, jak Nowym Jorku, Warszawie, czy gdziekolwiek indziej), ma znacznie więcej wspólnego z giełdą (i to wcale nie jedną), niż się to często właścicielom tychże monet i banknotów wydaje – ale to taka dygresja. Z mojego skromnego punktu widzenia, związek Karpacza z giełdą jest znacznie prostszy. Akurat tu odbywa się organizowana przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych konferencja Wall Street. I wszystko się wyjaśniło.

Jak wiadomo, z warszawską Giełdą Papierów Wartościowych, nie jest ostatnio najlepiej. Z bardzo różnych przyczyn. Bez obaw, nie mam zamiaru nad tym ubolewać. Giełda to jeden z najbardziej pożytecznych wynalazków ludzkości, a zmienność jest po prostu wpisana w jej naturę. Przepraszam za mające niewiele wspólnego z poezją porównanie: sól jest słona, cukier – słodki, giełda – zmienna. Tyle, że do soli i cukru nikt nie ma zazwyczaj pretensji, a kto liczy na szybki zysk i traci, zaraz zaczyna rwać sobie włosy z głowy. A przecież, gdyby giełda była przewidywalna, natychmiast przestałaby istnieć. Warren Buffett powtarza, że trzeba inwestować inteligentnie i mimo upływu lat jego rady nie tracą na aktualności. Jego zdaniem poszukując spółek, w które opłaca się inwestować, warto wziąć pod uwagę m.in. czy dana firma konsekwentnie generuje dobre wyniki (w porównaniu z innymi podmiotami z tej samej branży), unika nadmiernego zadłużania lub jak długo jest spółką publiczną, ewentualnie istnieje na rynku.
Niby proste, niby oczywiste, a mam wrażenie, że wielu inwestorów wciąż o tych oczywistych oczywistościach zapomina. On pamięta i m.in. dzięki temu od lat utrzymuje się na kolejnych listach najbogatszych ludzi na świecie.

Wracając na ziemię, a raczej z Ameryki nad Wisłę, trudno zaprzeczyć, że napływające z warszawskiego parkietu, mało optymistyczne informacje, to niedobra prognoza dla właścicieli monet i banknotów. W gospodarce wszystkie drogi prowadzą na giełdę (niegdyś prowadziły podobno do Rzymu). Ale przecież zdarzały się już znaczenie gorsze rzeczy! Od prawie dziesięciu lat koniunktura nas nie rozpieszcza, a większość z nas pamięta również potężny szok roku dwutysięcznego, gdy okazało się, że tak zwana nowa ekonomia to nic innego, jak przedstawienie w teatrze Variétés, żywcem wyjęte z Mistrza i Małgorzaty. Jednak mnóstwo inwestorów zarobiło krocie, na przykład, kupując papiery wyśmienitych spółek, gdy ten, czy inny bank publikował całkiem absurdalną wycenę ich akcji na zero złotych (bo cóż to było innego, jak nie rekomendacja: kupuj?). Mniejsza z tym, jak można traktować poważnie wyceny, zakładające że potężny majątek spółki rozpłynął się w powietrzu. Niedźwiedzie panikowały, byki korzystały z okazji, a w końcu – jak to zwykle bywa – niedźwiedzie stukały się w głowę. I wszystko wracało do normy.
A dziś? Cóż, mimo że z rynkiem bywa bardzo różnie, to jednak istnieją spółki, które rok po roku wypłacają całkiem solidną dywidendę (chwalę się oczywiście, ale czemu nie?). Dopóki słuchamy mądrych rad Warrena Buffetta, naprawdę nie ma powodu do zmartwień.

O giełdzie zawsze warto rozmawiać (po to przyjechałam do Karpacza), a już szczególnie, gdy w grę wchodzą inwestorzy indywidualni – udziałowcy, bez których ani giełda, ani żadna solidna spółka nie mogłyby się obejść. I zawsze warto inwestować, pod warunkiem, że robi się to inteligentnie, o czym doskonale wiedzą najwięksi wirtuozi parkietu, jak wspomniany kilkukrotnie Warren Buffett, John C. Bogle czy Bill Gross.

Gdy mowa o firmach, warto być spółką giełdową, aby zyskać inwestorów, kapitał i prestiż. I zawsze warto zachować zdrowy sceptycyzm w stosunku do aktualnego stanu rzeczy, bo – jak powszechnie wiadomo – po hossie prędzej czy później przychodzi zazwyczaj bessa, a po bessie – hossa. I naprawdę można sobie doskonale radzić w obu tych sytuacjach, bo jakimś dziwnym trafem istnieją tacy inwestorzy i takie spółki, dla których nie istnieje nic takiego jak ciężkie czasy. Wbrew temu, co się powszechnie sądzi, poker wcale nie jest grą losową.

– Chyba się pani zdaje!
– A jednak nie jest. 
–  Naprawdę tak pani sądzi?
–  Jeśli jest, czemu istnieją dobrzy pokerzyści?

Stronę konferencji Wall Street, a konkretnie, jej dwudziestej edycji, można znaleźć tu:
http://www.sii.org.pl/9782/edukacja-i-analizy/wallstreet/konferencja-wallstreet-20.html

A tu można przeczytać o jednej z najbardziej absurdalnych wycen (artykuł pochodzi z 2008 r.)
http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/97087,zaskakujaca-wycena-lotosu-akcja-warta-0-zlotych.html

Więcej informacji o tym, w jaki sposób do inwestowania podchodzi Warren Buffett:
http://www.investopedia.com/articles/01/071801.asp?partner=NASDAQ

A tu z kolei zestawienie największy inwestorów. Czy zdziwię kogoś, gdy napiszę, że na liście jest m.in… Warren Buffett? Chyba nie…
http://www.investopedia.com/university/greatest/

Na tej stronie znaleźć można m.in. rady wirtuozów parkietu, w tym wspomnianego Johna Bogle’a, dotyczące tego, jak trafnie inwestować:
http://www.aaii.com/p

Pisząc o pokerze mam oczywiście na myśli Texas hold’em. Choć gra jest dobrze znana, na wszelki wypadek podaję adres, pod którym można znaleźć jej opis:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Texas_Hold%E2%80%99em

I jeszcze jedna ważna uwaga: nasze prawo uznaje ten rodzaj pokera za grę losową (co nie zmienia postaci rzeczy, jeśli chodzi o jej charakter).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Newsletter

Zapisz się do Newslettera, aby otrzymywać najnowsze informacje.

You have Successfully Subscribed!