Wyświetleń: 397

Napisane przez:

Dyskretny urok inteligencji

Bardzo dawno temu – na długo przed pojawieniem się smartfonów – bardzo znana szwedzka firma Ericsson wykorzystała w telewizyjnej reklamie jednego ze swoich produktów słowo „inteligentny”. Krótką, niezbyt wymyślną historię z telefonem w roli głównej – oraz właścicielem telefonu i trzema kosmitami w rolach drugoplanowych – kończyło stwierdzenie narratora, opisujące zalety tego pierwszego: „small, inteligent, tasteful”. Nie mam pojęcia, na czym miała polegać „inteligencja” jednego z najmniejszych i najlżejszych wówczas telefonów na rynku. Tym bardziej, że jego najbardziej zaawansowaną funkcją było wybieranie głosowe. Jednak reklama świadczy dobitnie, że już pod koniec ostatniej dekady dwudziestego wieku dostrzeżono, że klientów intrygują produkty, które nazywa się „inteligentnymi”.

Trzeba przyznać, że – pod pewnymi względami – od tamtych czasów nie tak wiele się zmieniło. Dziś, pisząc o inteligentnych rozwiązaniach nie musimy już używać cudzysłowu, co wcale nie znaczy, że mają one cokolwiek wspólnego z inteligencją czy też sztuczną inteligencją w powszechnie przyjętym znaczeniu. Jednak, jak dowodzi praktyka, określenie sztuczna inteligencja ma wprost nieodparty, uwodzicielski urok – dokładnie tak samo, jak słowo „inteligentny” w czasach, gdy Ericsson był telekomunikacyjną potęgą.

Inteligencję definiowano na wiele sposobów, jednak żaden z nich nie jest doskonały. Najogólniej rzecz biorąc, możemy w ten sposób określić zdolność do realizacji skomplikowanych zadań. Przyjmując tę definicję – zapożyczoną od profesora fizyki z Massachusetts Institute of Technology, Maxa Tegmarka – niespodziewanie stwierdzimy, że w naszym otoczeniu znajduje się całe mnóstwo inteligentnych maszyn. I nawet jeśli na wstępie skreślimy z listy wszystkie ekspresy do kawy, w żaden sposób nie usuniemy z niej pierwszego z brzegu programu szachowego. Program szachowy potrafi osiągnąć cel, o którym większość ludzi nie może nawet marzyć – pokonać dobrego szachistę. Jednak czy aby na pewno można tu mówić o sztucznej inteligencji?

Paradoksalnie, odpowiedź brzmi twierdząco, mimo że trudno byłoby doszukać się w szachowym oprogramowaniu cech zgodnych z naszym intuicyjnym pojmowaniem intelektu. Mamy tu bowiem do czynienia ze sztuczną inteligencją działającą w bardzo wąskim zakresie, inteligencją ograniczoną i w najwyższym stopniu specjalistyczną. W porównaniu z wizjami, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni, nawet najbardziej zaawansowany program szachowy, oparty na sieci neuronowej i uczący się z partii na partię, czy też system kognitywny zdolny do interpretacji danych, to poziom rozwoju biologicznego wirusa, o którym trudno powiedzieć czy przekroczył granice życia, czy należy do materii nieożywionej. W tej sytuacji określenie inteligentne oprogramowanie byłoby o wiele bardziej precyzyjnym.

Jeśli chodzi o opisywaną w tym kontekście naszą rzeczywistość, wypadałoby właściwie zakończyć w tym miejscu. Obecnie nie istnieje bowiem żadna inna forma sztucznej inteligencji poza tą, której działanie ogranicza się do realizacji ściśle określonych celów. Poza tym, nawet i ta sztuka niekiedy nie udaje się tak całkiem dobrze, o czym wie doskonale każdy, kto próbował przetłumaczyć w sieci tekst napisany w nieznanym mu języku. Myśl o ogólnej sztucznej inteligencji, która potrafiłaby uczyć się i osiągać dowolne cele wciąż pozostaje marzeniem, którego realizacja leży poza granicami naszych możliwości. Nie wspominając już o sztucznej inteligencji reprezentującej jeszcze wyższy etap rozwoju – na poziomie istoty ludzkiej. Aktualnie jest to jednak mrzonka, domena science-fiction – mam nadzieję, że nikogo nie rozczarowałam.

Trudno dzisiaj o pewność, kiedy sztuczna inteligencja uzyska poziom rozwoju znacząco różniący się od obecnego. Entuzjaści spodziewają się przełomu w każdej chwili, zaś najbardziej optymistycznie nastawieni naukowcy widzą go w perspektywie kilkudziesięciu lat. Zagorzali sceptycy uważają, że najprawdopodobniej nie nastąpi on nigdy, a w każdym razie jego skutkiem na pewno nie będzie powstanie inteligencji zbliżonej pod względem możliwości do ludzkiej. Ponieważ argumentacja z konieczności odwołuje się do badań nad funkcjonowaniem mózgu, istoty świadomości i wielu innych, równie trudnych kwestii, trzeba naprawdę ogromnej wiedzy i odwagi, by snuć przewidywania. Z tego też powodu literatura dotycząca tematu jest wciąż dosyć skąpa.

Jaki z tego wszystkiego wniosek? Przede wszystkim taki, że do określenia sztuczna inteligencja warto – zwłaszcza w branży technologicznej – podchodzić z dużą pieczołowitością i uwagą. Wspomniany na początku telefon Ericssona sprzed wielu lat miał znacznie mniej wspólnego z inteligencją, niż przeciętna, znajdująca się obecnie w sprzedaży pralka, o smartfonie nie wspominając. Nie znaczy to jednak, że możemy jednym tchem wymienić inteligentną pralkę, inteligentny dom, inteligentny system transportowy, sieci neuronowe, analitykę kognitywną i badania naukowe nad sztuczną inteligencją czy sztuczną świadomością, jakby były to pozycje jednej listy.

Entuzjastką nowych technologii jestem nie od dziś, dlatego dostrzegam, jak wiele zawdzięczamy inteligentnemu oprogramowaniu. Żywię również głębokie przekonanie, że będzie ono miało coraz większy wpływ na nasze życie. Z uwagą śledzę więc postępy czynione na takich polach, jak machine learning, deep learning, semantic computing, czy robotic process automation. Jestem pewna, że mają one ogromne znaczenie dla przyszłości i to tej najbliższej. Jednak entuzjazm – przynajmniej w tym wypadku – oznacza również świetną ostrość widzenia i głęboki szacunek, skłaniający do dbałości o język, którym opisujemy technologię, aby nie dewaluować pojęć. Sztuczna inteligencja – czy raczej inteligentne oprogramowanie – które nie ma nic wspólnego z naszymi intuicjami, ani wizjami science-fiction, w zupełności wystarczy, aby spowodować kolejną technologiczną rewolucję od biznesu, aż po medycynę, czy edukację. Sztuczna inteligencja, przywoływana w jakimkolwiek innym, sensacyjnym kontekście (z czym spotykamy się nader często!), to – przynajmniej tu i teraz – wyłącznie domena wyobraźni.

„Why does the small smart one stay with the big dumb one?” – zastanawia się jeden z przedstawionych w reklamie kosmitów, patrząc podejrzliwie to na telefon, to na jego właściciela. Z perspektywy czasu brzmi to – delikatnie rzecz ujmując – nieco dziwnie, prawda?

Inspiracji do niektórych, zawartych w tym tekście rozważań, dostarczyła mi niedawna lektura książki autorstwa Maxa Tegmarka „Life 3.0” (gdzie m.in. znajdziemy podział sztucznej inteligencji na kategorie „narrow”, „general” itd.) oraz znacznie starszego „Nowego umysłu cesarza” Rogera Penrose’a.

Bardzo interesujące wykłady i rozmowy z autorem „Life 3.0” (z którym niekoniecznie zawsze się zgadzam) można znaleźć tu:

https://www.youtube.com/watch?v=ImrBfVK10AY

https://www.youtube.com/watch?v=HOdIDFNfAwM

https://www.youtube.com/watch?v=-AWU4IWaTGE

Roger Penrose o sztucznej inteligencji i kwantowej świadomości:

https://www.youtube.com/watch?v=eVq39QbFQXE

https://www.youtube.com/watch?v=M5XYf1GJBhg

Artykuł doskonale opisujący korzyści, jakich źródłem już dziś jest sztuczna inteligencja (oczywiście, ta zdolna do realizacji ściśle określonych zadań).

https://dupress.deloitte.com/dup-us-en/focus/tech-trends/2017/moving-beyond-artificial-intelligence.html?id=us:2el:3dc:dup3706:awa:cons:tt17

Przytoczoną we wpisie reklamę telefonu Ericsson T28 można zobaczyć do dziś:

https://www.youtube.com/watch?v=0DkFWGo561g

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Newsletter

Zapisz się do Newslettera, aby otrzymywać najnowsze informacje.

You have Successfully Subscribed!